„Minionki” to już trzeci film opowiadający o tych małych, żółciutkich stworzonkach. Po raz pierwszy pojawiły się one w „Jak ukraść księżyc”, gdzie były pomocnikami Gru – największego złoczyńcy na świecie. Aby móc spełnić swój diabelski plan, postanawia adoptować trójkę uroczych dziewczynek. W 2013 roku powstał drugi film pt.”Minionki rozrabiają”. W tej części Gru już nie jest złoczyńcą, za to produkuje dżemy i żelki. Minonki dzielnie mu pomagają, lecz pewien tajemniczy przestępca chce wykorzystać je, by podbić świat.


Ten film opowiada skąd się wzięły minionki i przedstawia całą historię uroczych wielbicieli bananów. Na początku oczywiście były bakterie i różne takie mikroskopijne organizmy i tak jak one minionki ewoluowały. Zawsze starały się być u boku najokropniejszego potwora, największego złoczyńcy. Tak doszły do dinozaurów. Później przyszedł czas na człowieka. Nie miał on lekko z żółciutkimi stworkami. Starały się pomóc mu jak mogły, ale niestety nie wychodziło im to najlepiej. W pewnym okresie swojej historii minionki służyły nawet wampirom. Lecz po fali niepowodzeń stworki poddały się i uciekły na odległe, chłodne obszary niezamieszkane przez człowieka. Po pewnym czasie popadły w letarg i depresje.



Pewnego dnia jeden, dzielny minionek, imieniem Kevin postanowił odmienić los swojego ludu. Zabrał ze sobą dwójkę ochotników – Stuarta i Boba. Ruszyli oni w długą i ciężką podróż. W końcu dotarli do Stanów Zjednoczonych. Był rok 1968 i zbliżały się targi zła. Małe, żółte stworki postanawiają się tam wybrać, aby znaleźć najgorszego złoczyńce, by mógł zostać ich przywódcą.
Czy Kevinowi, Stuartowi i Bobowi uda się ocalić swój lud? I czy znajdą najpodlejszego złoczyńca na świecie?

Film świetnie uzupełnia luki dotyczące historii minionków. Wcześniejsze części nie były w takim stopniu poświęcone małym, słodkim ludkom. Są to moje ulubione postacie, więc bardzo mnie to ucieszyło.



„Minionki” okazały się bardzo fajną historią. Pełna żartów i dobrego humoru komedia jest bardzo fajną rozrywką dla całej rodziny. Tak samo dzieci jak i dorośli będą się dobrze bawić.




Serdecznie polecam ten film każdemu, kto oglądał „Jak ukraść księżyc” i „Minonki rozrabiają”. Na pewno będzie się świetnie bawić. Super zabawa dla całej rodziny z mnóstwem żartów. Serdecznie polecam!!!



/Anonimowa Poetka
0 komentarze
(1) Tumblr

Dzień dobry! Na wspaniałym blogu Monicas books ujrzałam bardzo otwarte zaproszenie do herbacianego tagu, z którego jako osoba wiecznie związana z herbatą postanowiłam skorzystać. Mam nadzieję, że przyjemnie będzie się wam czytało moje herbaciane odpowiedzi. Już bez zbędnego gadania- zapraszam do czytania.


CZARNA HERBATA, czyli twój ulubiony klasyk.Z klasyki literatury mam paru faworytów, ale skupię się na jednej książce, którą czytałam ostatnimi czasy. Będzie to „Mistrz i Małgorzata”, znana wam pewnie jako szkolna lektura. Jestem zakochana w tym diablim miszm-maszu, symbolicznie opisującym niedomogi skorumpowanego i pozbawionego często moralności społeczeństwa. Wielbie, kocham. Mood ~
ZIELONA HERBATA, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasypiasz.Może wstyd się przyznać, ale „Potop” i „Krzyżacy” zajmują wspólnie, niechybne miejsce pierwsze. Nie wiem czy coś ze mną nie tak, ale przez te dwa dzieła autorstwa Henryka Sienkiewicza przebrnąć w stanie nie jestem, a nad „Potopem”, którego aktualnie meczę zasypiam regularnie. Mimo iż powieści historyczne są blisko mego serca, te dwie działają na mnie lepiej niż kołysanki czy szklanka ciepłego mleka. Tea-kit - Picture by lisisruschel - InstaWeb - InstaGram photos @instawebme
CZERWONA HERBATA PU-ERH, czyli książka w której bohaterowie ciągle się przemieszczają.„Zwiadowcy”? „”Zwiadowcy”! Podaję całą serię, bo nie mogę się zdecydować w której książce tego przemieszczania się jest najwięcej. Nasz uroczy Will przez wszystkie tomy zwiedza niemalże wszystkie możliwe krainy wzdłuż i wszerz. Chyba właśnie przez to ta seria, mimo iż ma lepsze oraz gorsze momenty, jest taka pasjonująca.
Oolong Tea Benefits
HERBATA OOLONG, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi.„Biała jak mleko, czerwona jak krew”. Zdecydowanie! Czytałam tą książkę zanim w ogóle zrobiło się o niej głośno w internetowych kręgach. Teraz mimo iż już bardziej popularna, jest mniej rozpoznawalna niż na przykład genialne książki Johna Greena. Przykre to, bo podobna w tematyce do osławionych „Gwiazd naszych wina”, na jej podstawie stworzono również zrecenzowany tu film.U nas w kraju, jednak naprawdę niewiele osób słyszało o tym dziele. Opowiada ono o losach nastoletniego chłopaka, widzącego świat przez pryzmat kolorów, który zakochuję się w pięknej rudowłosej dziewczynie dotkniętej poważną chorobą. Jeżeli kiedykolwiek będziecie mieli okazję sięgnąć po tą książkę- zachęcam serdecznie. (13) Tumblr
BIAŁA HERBATA, czyli książka niezasłużenie popularna.Moim prywatnym, mało obiektywnym zdaniem- „Szeptem” autorstwa Becci Fitzpatrick. Nie wiem dlaczego, ta książka nie porwała mnie zupełnie. Nie zachęciła mnie do kontynuowania serii, skończyłam ją na pierwszym tomie. Nie do końca umiem stwierdzić dlaczego. Postacie, zwłaszcza główna bohaterka irytowała mnie niezmiernie, cała historia wydała mi się niedopracowana. Historia tej niesamowitej miłości nie przekonuję mnie, mimo iż wiem i osobiście znam wielkie fanki tej serii. Untitled
HERBATA YERBA MATE, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła.W mojej karierze było chyba kilkanaście takich książek, ale warto wspomnieć o „Tunelach” duetu panów Gordona i Williamsa. Pierwszy tom tej bardzo nierównej serii (przynajmniej według mnie)  nużył mnie tragiczne i zanim przebrnęłam przez te parę pierwszych rozdziałów przeżywałam istną katorgę.  Cała historia rozkręca się w prawdziwie żółwim tempie, a mknąć zaczyna dopiero niedługo przed końcem tomu pierwszego. ♥
HERBATA ZIOŁOWA, czyli książka, którą czytano ci na dobranoc gdy byłaś mała.Baśnie wszelkiej maści i rodzaju do których pałam miłością niezmienną do dziś. Gdybym miała wybrać jeden zbiór zapewne była by to ślicznie ilustrowana „Złota księga bajek”, która wciąż stoi w mojej biblioteczce. Szczególnie lubię ją za podział całej książki na różne części- dotyczące zarówno autorów jak i krajów z których poszczególne opowieści pochodzą.Paris, Prada, Pearls, Perfume | via Tumblr
HERBATA OWOCOWA, czyli twoja ulubiona lekka książka.Wybór trudny, ale chyba jednak postawię na „Obsydiana” i całą tą pokręconą serię. Gdzieś już na blogu pisałam (jak dotąd pojawiły się tutaj dwie recenzje tomiszczy z serii LUX) jak to z tymi książkami jest. Niby cała ta historia jest bardzo schematyczna (no dobra, Ci kosmici to tak niekoniecznie, ale cała budowa powieści i owszem), ale jest w niej coś, a raczej ktoś kto trzyma to w całości i sprawia, że chcę spędzić szare wieczory właśnie przy tej lekturze. Summer is finally here
ICED TEA, czyli książka, która zmroziła ci krew w żyłach.Kolejna trudna decyzja, postawię jednak na świeżą książkę której recenzja powinna pojawić się w najbliższym czasie. „Obca” na której podstawie powstał genialny serial „Outlander”. Wybór to dość dziwny, bo książka ta oględnie rzecz ujmując w większej części to wielopłaszczyznowy romans, ale nie brakuje w nim szybkich zwrotów akcji i niespotykanych przygód. Samo umiejscowienie większości akcji w Szkocji stojącej na progu regularnej wojny z anglikami, ale również i zajęcie głównej bohaterki, która para się trudną  niebezpieczną profesją medyka. Powieść właśnie przez te wątki robi się niezwykle pasjonująca i mrozi krew w naszych żyłach niczym mrożona herbata wypita duszkiem. Tea
ROZLANA HERBATA, czyli kogo taguję.Jako, że to pierwszy tag jaki udało mi się zmęczyć (ale podoba mi się to bardzo- wnioskuję więc , że nie ostatni) nie mam zielonego pojęcia kogo nominować. Idąc, więc za przykładem, odgapiając paskudnie również zachęcam wszystkie zabłąkane owieczki, jeżeli chca i spodobała im się ta zabawa do wzięcia w tym procederze udziału. Bardzo chętnie poczytam odpowiedzi innych książko, a może również i herbatocholików. / Aniela

2 komentarze
         „Felix, Net i Nika oraz Klątwa Domu McKillianów” to już trzynasta część serii o polskich nastolatkach, autorstwa Rafała Kosika. W tej części przyjaciele szykują się na wakacje. Planują polecieć do Szkocji, do znajomego z wymiany. Później chcą jeszcze wybrać się do drugiego kolegi z wymiany, tym razem do Londynu. Przez kilka zbiegów okoliczności i dozę ciamajdowatości Neta, paczka nastolatków trafia do mrocznego szkockiego zamku, gdzie mieli spotkać się z Angusem. Chłopaka niestety nie spotykają. Muszą jakoś przeżyć do czasu przybycia kolegi, więc postanawiają zamieszkać w strasznych zamczysku, który okazuje się rodzinną posiadłością szkockiego znajomego. Ugaszcza ich tam wuj Ervin, kamerdyner Harald i pokojówka Beatrice. Skrywają jednak jakiś mroczny sekret...




         Przyjaciele zaczynają mieć wspólne sny. Bardzo dziwne, należy dodać. Pojawiają się tam potworne stwory, które ścigają nastolatków. Rany zadawane w czasie wspólnego snu są jak najbardziej realne i bolą równie mocno na jawie. Ten „niesen” - jak nazwali go przyjaciele – dręczy ich co noc, nawet jeśli nie zasypiają. Jest to dość zagmatwany mechanizm, lecz niesen, nie daje spokoju młodym polakom.
Czy uda im się uciec od niesnu? I czy dowiedzą się czego dotyczy tajemniczy, ponad stuletni list, który znaleźli?

"Warto zapominać o rzeczach złych, zanim nasza nienawiść zacznie żyć własnym życiem"

         Jako, że jestem wielką fanką serii autorstwa pana Rafała Kosika, musiałam przeczytać tą książkę. Jest to pierwsza część FNiN, którą można przeczytać niezależnie od innych książek serii. Oznacza to tyle, że nie koniecznie trzeba ją przeczytać jako trzynastą, lecz może być ona piąta, czy dziesiąta, a i tak będziemy wszystko rozumieli. Dość interesujący pomysł, lecz ja i tak wolę czytać wszystko po kolei.



         „Klątwa Domu McKillianów” ma być zabawna i straszna, jak można przeczytać z opisu na okładce książki. Zdecydowanie  śmieszna jest, jak to każda część tej serii, ale już co do straszności nie jestem taka przekonana. Raczej, jak dla mnie, jest to lekka, zabawna powiastka dla młodszej młodzieży. Ja, jako zagorzały fan serii, z miłą chęcią przeczytałam tą książkę, lecz nie wywołała u mnie efektu WOW. Nie była zła, raczej niczym się nie wybijała. Chociaż bardzo przypadło mi do gustu oddzielenie Felixa od Neta i Niki. Tego jeszcze nie było, bynajmniej nie na tak dużą skalę. To było ciekawe doświadczenie.

 "-Tak pamięć będzie lepiej działała podczas zaniesypiania. Widzę i pamiętam każdy przedmiot osobno. Nigdy ci się nie śniło, że zaglądasz do plecaka, a tam nie ma nic z potrzebnych rzeczy? - Ja to miewam na jawie. "


         Książkę na pewno polecam wszystkim fanom Felixa, Neta i Niki, którzy od lat zaczytują się zapamiętale w tej polskiej serii. Brakuje teraz dobrych polskich książek dla młodzieży. Mamy masę świetnych zagranicznych autorów, a zapominamy o polskich autorach. Lecz trzeba przyznać, że trudno znaleźć dobrych polskich pisarzy dla młodzieży.

Zachęcam do przeczytania tej lektury, wszystkim, którzy są spragnieni trochę silniejszych emocji, a niekoniecznie lubią się bać. Zaskoczenia gwarantowane.

Tytuł:"Felix, Net i Nika oraz Klątwa Domu McKillianów"
Cykl:"Felix, Net i Nika" (tom 13)
Autor: Rafał kosik
Wydawnictwo: Powergraph
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 398
Ocena:7/10



/Anonimowa Poetka
0 komentarze

Zastanawialiście się kiedyś jak powstał najpopularniejszy serwis społecznościowy Facebook? To właśnie opisuje film Davida Finchera  z 2010 roku pt."The Social Network", powstały na podstawie powieści Bena Mezricha pt."Miliarderzy z przypadku".

"Żyliśmy na wsi i w miastach, a teraz będziemy mieszkać w Internecie."

        Przedstawia on historię młodego Marka Zuckerberga (Jesse Eisenberg), studenta Harvardu, który po rozstaniu z dziewczyną postanawia założyć stronę do porównywania studentek amerykńskiej uczelni. Facemash, bo tak nazywa się strona, staje się coraz bardziej popularna i kontrowersyjna. Mark zostaje oskarżony, lecz w jego głowie kreuje się pomysł na The Facebook – serwis społecznościowy dla studentów Harvardu, do kontaktowania się ze znajomymi, udostępniania zdjęć. Postanawia, że założy go ze swoim kumplem Eduardem Saverin'em w tej roli genialny Andrew Garfield). W zasadzie Eduardo jest mu potrzebny tylko w kwestii pieniędzy, kwestią informatyczną zajmuje się sam przy pomocy genialnych znajomych z uniwersytetu.




            Cały film przedstwiony jest jako zbiór rozpraw i spotkań z prawnikami, a historia pokazana jest jako retrospekcja, opowieści światków. Z tego wszystkiego wyłania się obraz Zuckenberga jako naiwnego, łatwowiernego głupka, który leci na kasę. Zachowuje się on niedojrzale, wierzy pierwszemu lepszemu bankrutowi, zamiast najlepszemu przyjacielowi, który chce dla niego jak najlepiej.



           Na początku wydaje nam się, że to Eduardo jest tu "czarnym charakterem". Nie można się bardziej mylić. To Sean Parker (Justin Timberlake) kieruje naszego głównego bohatera na złe tory. Manipuluje nim, aż ten zaczyna się staczać.  Na szczęście w końcu przychodzi otrzeźwienie.



           Film bardzo mi się podobał. Jest ciekawym spojrzeniem na powstanie najważniejszego serwisu społecznościowego – Facebook. Na początku miał on obejmować tylko uniwersytety, lecz rozrósł się do ogromnych rozmiarów.



            Cały film jest bardzo fajnie skomponowany. Sądzę, że jest to zasługa świetnej obsady, w której skład wchodzą: Jesse Eisenberg, Andrew Garfield, Justin Timberlake, Joseph Mazzello czy Brenda Song. Świetna reżyseria czy zdjęcia (Jeff Croneweth) dodatkowo pozwalają nam poznać tą wspaniałą historię. Muzyka (Trent Reznor, Atticus Ross) daje poczuć emocje towarzyszące przeżyciom bohaterów. Całość składa się w idealną całość.


            Polecam ten fillm nie tylko geekom zafascynowanym Facebookiem. Jest to idealny film dla każdego użytkownika tego serwisu, aby poznał tą jakże interesującą historię. To przeciez dzięki temu my teraz możemy tak sprawnie porozumiewać się na Facebooku.



/Anonimowa Poetka
1 komentarze

STAR TREK




 Nie ma chyba człowieka z któremu ten tytuł z CZYMŚ by się nie kojarzył. Możemy różnie go odbierać. Jednemu przed oczami od razu stanie wizja przezabawnie zasymulowanej nowoczesnej techniki, drugiemu kolorowe uniformy, a trzeciemu może nawet charakterystyczny gest wolkańskiego pozdrowienia. „Star trek” jest bowiem bardzo mocno zakorzenionym w popkulturze, niemalże zjawiskiem. Pełnometrażowy film, który na ekrany naszych kin wszedł w roku 2009 rzucił jednak nowe światło na klasykę Since fiction i nadał jej nowej jakości, jednocześnie otwierając historię dla szerszego grona widzów.


Sama fabuła filmu obejmuje same początki historii załogi USS Enterprise. Poznajemy młodego Jamesa T. Kirka i jego jakże dramatyczną historię narodzin. Prowadzi dość awanturniczy tryb życia. Pewny siebie, niezwykle rozgarnięty i inteligentny swym postępowaniem idealnie kontrastuje ze spokojem i skrajnym racjonalizmem Spocka. Ich charakterystyczny duet będzie dosłownie przepychać się przez cały film, dając tym samym bardzo oryginalne podwaliny pod ta pięknie nietypową przyjaźń, która złączy naszych bohaterów.

Co do kreacji prezentowanej przez aktorów. Osobiście nie jestem fanką gry prezentowanej przez Chrisa Pinea, tu jednak nie drażnił mnie tak bardzo. Dużo bardziej jednak podobała mi się kreacja Zacharego Quito, którego śliczna prosta grzywka i brak wyrazu były wyjątkowo przekonujące. Szkoda, że więcej uwagi nie poświęcono czarnemu charakterowi w którego wcielił się Eric Bana, który bardzo zaimponował mi filmem „Ocalony”, a tu nie miał jak się wykazać. A szkoda.  

Nie muszę chyba wspominać, bo oczywistością jest, że w kwestii technicznej film został przygotowany wyśmienicie. Celem autorów było zadowolenie fanów serii jak również i nie związanych z nią blisko widzów. Efektowne wybuchy i walki przyciągają uwagę i zamazuję wizję wyniesioną z serialu gdzie te sceny były po prostu tandetne. Tutaj jest to jeden z największych atutów obrazu.



Szczególnie godnym uwagi aspektem jest muzyka użyta w filmie. Ścieżka dźwiękowa autorstwa Michaela Giacchino wzmaga jeszcze szybkie tempo akcji, wpasowując się idealnie w kosmiczne obrazy. Twórca znany z tworzenia muzyki do bajek (za „Odlot” przyznano mu Oscara) idealnie wyczuł specyficzny charakter filmów tego typu, dlatego możemy cieszyć się świetnym wręcz soundtrackiem.

Podsumowując już. Star trek to świetne, niezobowiązujące widowisko oparte na znanym większości widzów pomyśle. Obejrzenie powinno dać satysfakcje wszystkim widzą, bez względu na wcześniejsze doświadczenia z serią lub zupełnych ich braku. Z góry mogę polecić również kontynuacje, której recenzja pojawi się tutaj w niedalekiej przyszłości.

Żyjcie długo i pomyślnie!




/Aniela

***
Teraz trochę prywaty! Ostatnio miałam przymusową przerwę, teraz wracam ze zdwojoną siłą i zapałem. 
Nie wiedziałam, że można tak tęsknić za pisaniem.
0 komentarze


Historia opowiada o szesnastoletniej Emmie Thomson, nad którą znęca się ciotka. Po śmierci ojca jej matka ciężko choruje przez co opieke nad nią przejmuje wuj George i ciotka Carol. Emma przyjaźni się z Sarą – najpopularniejszą dziewczyną w liceum. Jest ona piękną, niebieskooką blondynką, o której marzy każdy chłopak w szkole. Tylko Sara zna mroczną tajemnicę skrywaną przez Emmę, która nie chce, aby ktokolwiek dowiedział się co naprawdę dzieje się u niej w domu. Mogłoby to doprowadzić do odebrania Leyli i Jackowi domu, a do tego nie może dopuścić. Dlatego stara się schować sińce i rany pod swetrami. Stara się po prostu stać niewidzialna.

"- Wolę zachować niesamowite wspomnienia z tych kilku dni spędzonych razem, niż nie mieć ich w ogóle. Mimo świadomości, że ten czas już się nie powtórzy." 


Pewnego dnia pojawia się tajemniczy chłopak, którego uwagę przykuwa Emma. Evan postanawia poznać bliżej Emmę, co denerwuje dziewczynę. Nie chce ona nikogo do siebie dopuścić, a ciągłe naciski ze strony Evana zaczynają wszystko komplikować.



Po pewnym czasie Emma otwiera się towarzysko, zaczyna cieszyć się z życia. Chodzi na imprezy, wychodzi ze znajomymi. Dotychczasowe weekendy w bibliotece zamieniają się w naukę gry w baseballa. Życie Emmy zaczyna przypominac normalne życie amerykańskiej nastolatki.
Lecz Emma wie, że będzie musiała ponieść konsekwencje swoich wybryków, a ciotka nie odpuści jej ani chwili szczęśliwego życia.

Czy Emmie uda się poczuć smak szczęśliwego życia, spotkać prawdziwą miłość i przeżyć konfrontację z ciotką?

"Czy rzeczywiście warto cieszyć się czymś, wiedząc, że drugi raz to się nie powtórzy? Czy warto doświadczać danej chwili ze świadomością jej nieuchronnego końca? Zależy, czy na końcu czeka cię złamane serce czy złamana kość."   


"Powód by oddychać" to pierwszy tom z fenomenalnej amerykańskiej serii "Oddechy". Porusza ona trudną i poważna kwestię bicia, zastraszania i dręczenia dzieci i młodzieży. Lecz nie oznacza to, że przez całą książkę Emma jest maltretowana. Nie. Przeżywa ona wiele pięknych i pamiętnych chwil, z dala od domu, zapominając o rozgrywajacym się tam koszmarze. W tych chwilach uniesienia Emma poznaje siebie, dowiaduje się, że i ona może normalnie żyć. Może umawiać się na randki, bawić na imprezach. Ponosi ogromną cenę za chwilę szczęścia, za coś co my, ludzie wiodący normalny tryb życia, możemy mieć na codzień. Chodzi o ty by nie zamykać się w sobie, by otwierać na ludzi , bawić się, szaleć.

"Szale na wadze mojego życia prawie się zrównoważyły, ale, jak zwykle, nie zbalansowały się idealnie. Kiedy już coś się poprawiło, coś innego musiało legnąć w gruzach. Zaakceptowanie tego było najtrudniejszą lekcją, którą musiałam odrobić."


Rebecca Donovan zaprasza nas do świata wypełnionego bólem, cierpieniem i samotnością, byśmy mogli zaobserwować wielką zmianę, jaka zachodzi w głównej bohaterce. Wstrząsa ona do granic możliwości, porusza i chwyta za serce. Nie raz chce się oderwać od książki, by złapać oddech, lecz nie ma na to chwili. Czytając nie raz otwierałam usta w niemym szoku. Na lekturę tej książki trzeba przygotować się psychicznie. Rozszarpie cię wewnętrznie, aby potem potok łez wszystko ostudził. W czasie lektury dostaniesz ataku serca, odwodnienia i wiele innych obrażeń. Bądź pewien, że zaparty dech to tylko początek tej wciągającej historii.

"W rozrachunku między miłością, a stratą to miłość popychała mnie do walki o to, by… oddychać."  



Polecam tą powieść tylko osobom o silnych nerwach. I nastolatki i dorośli powinni ją przeczytać ze względu na jakże trudny temat. "Powód by oddychać" jest pełną napięcia przejażdżką przez wszystkie emocje. Jest jak jazda rollercoasterem. Tylko do końca nie odpinaj pasów!



Tytuł:"Powód by oddychać"
Cykl:"Oddechy" (tom 1)
Autor: Rebecca Donovan
Wydawnictwo: Feeria young
Rok wydania: 2015
Ilość stron: 494
Ocena:9/10

/Anonimowa Poetka
0 komentarze
Niestety w ostatnim czasie nie udało mi się przeczytać żadnej książki (Potop wszystko utrudnia) co strasznie mnie zablokowało,więc postanowiłam stworzyć notke o sobie, czyli: moje must have, ulubione książki i filmy, co planuję w niedalekim czasie i wiele innych. Więc zaczynajmy!




1. Must have (książki, które są na mojej liście marzeń i czekam z niecierpliwością, aż wpadnął w moje rączki)
- "Następczyni" Kierra Cass
-"Zakon mimów" Samantha Shannon
- "Eleonor i Park" Rainbow Rowell
- "7 razy dziś" Lauren Oliver
- "Delirium" Lauren Oliver
- "Alicja w krainie zombie" Gena Showalter
- "Mara Dyer" Michelle Hodkin
- "Dziesięć płytkich oddechów" K.A. Tucker
- "Musimy coś zmienić" Sandy Hall



2. Miejsca, które MUSZĘ odwiedzić:
- Londyn!
- Paryż!
- New York
- Miami
- Amsterdam



3. Lista ulubionych książek
- "Chłopcy z placu broni" Ferenc Molnár
- "Harry Potter" J.K. Rowling
- "Czerwona królowa" Victoria Aveyard
- "If I stay" Gayle Forman
- "Mroczne umysły" Alexandra Bracken

I oczywiście moje ulubione filmy:
- "Next"
- "Nietykalni"
- "Frozen"
- "Masz wiadomość"
- "Bez miłości ani rusz"
- "Amazing Spiderman"
- "Iron Man"

Oczywiście nie zabraknie moich ulubionych seriali:
-"Sherlock"
- "Dr. House"
- "F.R.I.E.N.D.S"
- "The Big Bang Theory"
- "Pretty Little Liars"
- "Agents of S.H.I.E.L.D."
- "Technicy Magicy"



4. Lista  marzeń i planów:
- Zamieszkać w Londynie
- Wydać książkę
- Spotkać Benedicta Cumberbatcha
- Pójść na koncert Dawida Podsiadło
- Doczekać się 4 sezonu SHERLOCKA!!!!



5. Mix inspirujących cytatów:


"Uroda to wymysł oparty na wspomnieniach z dzieciństwa i naszych idolach"
Sherlock


"Jeśli potrafisz o czymś marzyć, potrafisz także tego dokonać."
Walt Disney

"Dopóki walczysz nie jesteś przegrany."

"You're the one who gives me the most comfort. Comfort and Happiness... And annoyance and disappointment, too!"

"Ból zawsze się czuje. Ale nie trzeba się go bać."
Moriarty

"Mierz wysoko, bo nawet jeśli chybisz znajdziesz się wśród gwiazd."

"Nigdy nie mów żegnaj, ponieważ żegnaj oznacza, że odchodzisz, a odejść znaczy zapomnieć."
Piotruś Pan

"Dla niektórych warto się nawet roztopić."
Olaf

"Jeśli jest coś co nie jest wykonalne trzeba znaleźć kogoś kto o tym nie wie i to zrobi."

"Bo żyć możesz tylko tym, za co zgodzisz się umrzeć." 
Antoine de Saint-Exupery

"Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać."
Ernest Hemingway

"Odwaga jest to wiedza o tym, czego się bać trzeba, a czego nie."

"Prawdziwa mądrość życia, to dostrzeganie wspaniałości dnia codziennego."

"Odważny to nie ten kto się nie boi, ale ten, który wie, że istnieją rzeczy ważniejsze niż strach."





6. Zapowiedzi książkowe
Większość książek, na które czekałam już się ukazała, a na dalszą część roku pozostało ich niewiele.

- "Co, jeśli" Rebecca Donovan 17.06.2015
- "Ten jeden dzień" Gayle Froman 01.07.2015
- "Fangirl" Rainbow Rowell  29.07.2015
- "These broken star"  Amie Kaufman, Meagan Spooner




To już wszystko. Jeśli chcecie o coś dopytać lub zaproponować  o czym chcielibyście post piszcie w komentarzach.
Zapraszamy też na nasz facebook'owy profil:

/Anonimowa Poetka


1 komentarze